• Wpisów:352
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 00:18
  • Licznik odwiedzin:29 071 / 2054 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
CO MYŚLICIE O TYM CHŁOPAKU??
NAWIJAJCIE. XD
 

 

Dom był opustoszały, jak zresztą zawsze. W tle leciał Grubson - Na szczycie. Było już późno. Mieszkałam w bloku, na 10 piętrze. Postanowiłam skończyć z tym bezsensownym bagnem. Wyszłam na balkon. Moje blokowisko stało na wzgórzu, więc widziałam miasto. Miasto, osłonięte pięknym blaskiem lamp. Był to mój ulubiony widok. Często wieczorami wychodziłam popatrzeć na te spieszące się samochody i ludzi dążących do niczego…Tym razem po części też tak było…Po chwili poszłam podkręcić piosenkę, lecz przed tym postanowiłam napisać swój pożegnalny list. Chwyciłam pierwszy lepszy długopis oraz kartkę samotnie leżącą na podłodze. Pisząc go, czułam palące łzy pod powiekami. Nie miałam siły z nimi walczyć... List brzmiał tak: „Wszystkich Was przepraszam, za to co zrobiłam. Za to straszliwe cierpienie, które Wam zadałam. Wiem co czujecie. W końcu sama to przeżyłam. Wiem, że mnie kochacie, ale wybaczcie. Julia wie gdzie mój pamiętnik. Może go przeczytać oraz pokazać go Wam, jeśli uzna to za słuszne. Proszę. Opiekujcie się nią. Może i będzie ciężko, lecz po czasie wyjdziecie z tego. Ja nie dałam rady. Musiałam to zrobić. Mój pogrzeb niech będzie wesoły. Inaczej Paranormal Activity. Mam nadzieje, że będziecie mnie dobrze wspominać. Na zawsze będę z Wami, tyle, że w trochę innej formie… Kocham Was. Żegnajcie” Na kawałku papieru było widać mokre ślady łez. Podpisałam list i położyłam go na stole. Wreszcie wyszłam na balkon. Śpiewając swoją ulubioną piosenkę powoli przekładałam nogi przez barierkę. Chwyciłam ją rękami i pochyliłam się. Na szczęście nikogo nie było. Ostatni raz spojrzałam w dół. Zastanawiałam się czy na pewno dobrze robię. Po chwili jednak puściłam metalową barierkę balkonową i już nie było odwrotu. To był koniec. Słyszałam muzykę płynącą z mojego okna… Nie przestawałam jednak śpiewać. Rozejrzałam się. Ostatni raz patrzałam na ten piękny świat. W końcu po słowach „rodzimy się by żyć, żyjemy by umierać” zapadała całkowita cisza oraz ciemność. Nic już nie było. Nie wiedziałam przez chwilę co się stało, ale otworzyłam oczy. Uznałam po prostu, że się nie udało. Co to miało być?! Nawet nie bolało? Nie wiedziałam jak bardzo się mylę. Po chwili wstałam. I wtedy to zobaczyłam. Jeśli ktoś ma słabe nerwy, nie powinien nigdy w życiu czegoś takiego widzieć. Moje ciało… A raczej to, co niego zostało, było strasznie sponiewierane. Świeża, ciepła krew wsiąkała w ziemię… Złamana ręka leżała pod dziwnym kątem. Już nie wspominając o twarzy. Nie. To stanowczo mnie przerastało. Można powiedzieć, że targały mną mieszane uczucia. Po części byłam z siebie zadowolona. Szczerze mówiąc byłam też trochę przestraszona i roztrzęsiona. Po dłuższym czasie w końcu doszłam do siebie. Zaczęłam wołać po imieniu swojego przyjaciela, mając nadzieję ,że mnie usłyszy… Idąc wzdłuż ciemnej leśnej uliczki zauważyłam go siedzącego na kamieniu. Podeszłam trochę bliżej. Wtedy właśnie zauważyłam, że płacze. Dostrzegł mnie. Momentalnie uśmiechnął się, zerwał się na nogi i ruszył mi naprzeciw. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, bez zbędnych słów przytulił mnie . Powitał coś w stylu „Teraz już nie będę sam”. Po tych słowach otarłam mu łzy z policzków.Bez zastanowienia pocałowałam go w policzek. Uśmiechnęłam się, po czym spytałam dlaczego płacze. On odwzajemnił uśmiech, lecz zaraz posmutniał i odpowiedział: -Płacze, ponieważ jestem samotny. Tutaj, nie mam nikogo. Nie miałem przynajmniej do teraz. Nic nie czuje, ludzkiego bólu i cierpienia. -JAK TO?! âWykrzyknęłam.-Nie mogłeś się z nami jakoś skontaktować? -Próbowałem! I to nie raz! Po prostu, nie mogłem.-Po tych słowach westchnął.-Chciałem Cię przytulić, ale nie mogłem. Wiesz jakie to okropne uczucie? Chciałem coś powiedzieć. Przeprosić…Jestem tutaj bezsilny. Nie wytrzymałam. Musiałam zadać to pytanie. Ze złością wykrzyczałam.: -TO DLACZEGO TO ZROBIŁEŚ?! Ze spokojem spojrzał na mnie i odpowiedział. -A Ty, dlaczego to zrobiłaś? Spojrzałam w jego zielone, przenikające mnie oczy i ze łzami cieknącymi po policzkach odpowiedziałam: -ALE JA TO CO INNEGO! Zrobiłam to dla Ciebie. Nie wytrzymałam. Miałam już dosyć tych fałszywych ludzi próbujących mnie pocieszyć. Wszystkich fałszywych uśmiechów. NIE WYTRZYMAŁAM! -Właśnie. Ja też. -TY?! CZEGO?! WIESZ JAKI BÓL NAM ZADAŁEŚ?! POMYŚLAŁEŚ CHOĆ PRZEZ CHWILĘ O NAS?! -A Ty, pomyślałaś?! Jesteś dokładnie taka sama jak ja. Zadałaś im jeszcze większy cios. Jak Julia to wytrzyma?! Tak samo jak ja uciekłaś od problemów… -Masz racje. Przepraszam. Powinnam ją teraz wspierać, a ja…ja jeszcze ją dobiłam! -Teraz już nic nie zmienisz.-Powiedział cicho.-Proszę, uspokój się już. Po tych słowach wyciągnął w moją stronę dłoń. Nie zastanawiając się chwyciłam ją, po czym ruszyliśmy przed siebie. Spokojnym krokiem doszliśmy na „naszą” łąkę. Położyliśmy się jakby nigdy nic na trawie i beztrosko obserwowaliśmy gwiazdy. Cieszyliśmy się wspólnymi chwilami. Tym chwilowym szczęściem. Nie interesowało mnie, co się teraz dzieje z moim ciałem. Ważne, że dusza była szczęśliwa… Nad ranem znów chwycił moja rękę. Chciał mi pokazać jak teraz żyje Julia., jak to jest nie móc się porozumieć z innymi... Razem z Julią przyjaźniliśmy się we trójkę. Bardzo byliśmy ze sobą zżyci, można powiedzieć, że byliśmy jedną rodziną. Ona jeszcze nic o mojej śmierci nie wiedziała… Bardzo bałam się jej reakcji, bo widać było, że cierpi jeszcze po stracie Bartka. Wydawało się, że wiedziała, że tu jest. Rozmawiała z nim, a on jej odpowiadał. Niestety, ona nie mogła go usłyszeć. Gdy skończyła, poszła w stronę swojego domu, a my usiedliśmy na naszą ulubioną huśtawkę. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Powiedział mi, że naprawdę żałuje, tego co zrobił, że było to najgorszym co mógł zrobić, że jest okropnym tchórzem, że mógł jeszcze tyle przeżyć. Słuchałam, lecz sama tak naprawdę nie żałowałam tego czynu. Byłam raczej zadowolona, że to koniec. Nagle usłyszeliśmy dzwonek telefonu Juli. Bartek powiedział, że teraz będzie piekło. I dla nas i dla niej. Domyślałam się o co może chodzić. Słyszeliśmy tylko kawałki rozmowy. -Tak słucham?......Dzień dobry.....dobrze usiadłam........Halo? Coś się stało? Coś z Oliwią?......CO?! NIE, NIE TO NIE MOŻLIWE! TO NA PEWNO NIE ONA!...JA JESTEM SPOKOJNA....Dobrze. Do widzenia. Już wiedziałam. W tym momencie trudno było wytłumaczyć zachowanie Juli. Wpadła w totalną histerię. Po prostu padła na ziemie i płakała. Podbiegliśmy do niej. Chciałam ja przytulić. Powiedzieć coś. Przeprosić. Nie miałam takiej możliwości. Bartek miał racje, to było okropne cierpienie. Czułam to co ona czuła. Julia krzyczała na nas. Jakby wiedziała, że tu jesteśmy. Wyzywała zarazem płacząc: -CZEMU TO ZROBILIŚCIE GŁUPIE SUKINSYNY!? CHUJ WAM W DUPĘ Z TAKA PRZYJAŹNIĄ! GDYBYŚCIE BYLI MOIMI PRZYJACIÓŁMI NIE ZOSTAWILIBYŚCIE MNIE! JEZU JAK TO MOŻLIWE?! JAK MOGŁAŚ?! I CO?! TERAZ LEPIEJ SIĘ CZUJESZ?! DOBRZE WAM TAK?! PATRZEĆ NA MOJE CIERPIENIE?! ZADAĆ MI TAKI BÓL?! NIEDŁUGO SIĘ SPOTKAMY PODŁE KURWY! Nie byłam w stanie na to patrzeć. To był istny koszmar. Czułam jej ból i smutek, a nawet poczucie samotności. Zaczęłam żałować. Rozpłakałam się zupełnie jak małe dziecko. Krzyczałam, że to moja wina. Chciałam jej coś powiedzieć ale nie mogłam. Już nie było tak cudownie. Patrzeć na cierpienie swojej najlepszej przyjaciółki. Bartek również płakał, ale próbował jakoś mnie pocieszyć. Mówił, że nie jestem sama, a ona jest silna i da sobie radę. Pomożemy jej. Chociaż sam nie wie jak. Nie mogłam uwierzyć w to wszystko.. Miałam na to wpływ, mogłam żyć. Byłam taka głupia. Nie mogłam patrzeć na to nie mogąc pomóc... Minęło kilka dni. Słyszeliśmy jak Julia z nami rozmawia. Bardzo często to robiła. Nie rozmawiała prawie z nikim innym. Tylko z nami. Opowiadała jak się podle czuje. Jak nas nienawidzi, by następnie powiedzieć jak nas kocha. Zawsze jej odpowiadaliśmy, a ona zdawał się nas słyszeć. Przez cały czas płakała. Nie było dnia, godziny, minuty, a nawet sekundy bez łez. Czuła się taka samotna. A my?! My błąkaliśmy się całkowicie bez sensu. Zastanawialiśmy się co teraz będzie. Ja, ja również płakałam codziennie. Patrzeć na to wszystko. To było za dużo. Miałam uciec od problemów ale one wróciły z podwojoną, a może nawet potrojoną siłą. Bartek mówił, że to przejściowe, że niedługo już będzie lepiej. Teraz okropnie żałowałam. Chciałam wrócić. Niestety, to było niemożliwe. Nie chciałam tak „żyć” ale w końcu i tak byłam tylko duszą, która nie może zaznać spokoju. To było całkiem bez sensu. Dokładnie wiedziałam jak się czują : rodzina oraz przyjaciele .Niedawno przecież czułam to samo po śmierci Bartka. Tych kilka dni było dla mnie naprawdę koszmarne. Błąkanie się nie mogąc znaleźć sobie miejsca… W dzień mojego pogrzebu stałam z resztą jakbym z nimi była. To znaczy jakbym nie była tylko duszą, patrzącą jak zakopują jej ciało… Bartek zawsze był blisko mnie, a teraz również trzymał mnie za rękę. Potrzebowałam jego bliskości. Staliśmy tam, i wysłuchiwaliśmy ludzi mówiących o mnie. Przyszło wiele ludzi po których bym się tego nie spodziewała. Wszyscy płakali, może nieliczni próbowali się jakoś trzymać. Oczywiście Julia najmocniej. W końcu ta tragedia się skończyła. Julia gdzieś odeszła, więc ruszyliśmy za nią. Widziałam, że niesie coś srebrnego w ręku. Błyszczało w świetle słońca. Nie byłam w stanie tego dostrzec. Musiałam trochę bliżej podejść.Zauważyłam. To zdecydowanie była żyletka. Podbiegłam do niej i próbowałam jej wybić to z głowy. Jakoś do niej dotrzeć. Może mi się tym razem uda…Lecz było już za późno. Zrobiła to. To samo co my. Zabiła się. Widzieliśmy jak krew wyciekała jej z prawego nadgarstka, kapiąc na trawę. Widzieliśmy jak powoli odchodzi. Wykrwawia się… Teraz już nie cierpiała. Po chwili w końcu była z nami. Najpierw dość przestraszona, ale bez zbędnych słów chwyciłam jej dłoń i cała nasza trójka poszła w stronę światła, które nagle się ukazało. Teraz wiem, że to na nią czekaliśmy, aby wejść do lepszego świata. Tam gdzie będziemy już wreszcie szczęśliwi. Wszyscy razem.

...